Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Niewyjaśniona śmierć A.Kapicy

środa, 03 lutego 2010 21:20

 

III RP przejdzie do historii nie tylko jako okres wielkich afer gospodarczych, do dziś nierozliczonych, ale też jako czas tajemniczych wypadków, tragicznych śmierci  i nieuzasadnionych samobójstw. Ich bohaterowie funkcjonowali na styku polityki, biznesu i przestępczości zorganizowanej, często zajmowali eksponowane stanowiska, jak choćby

Jacek Dębski, Ireneusz Sekuła, prokurator Janusz Regulski czy ostatnio Grzegorz Michniewicz. W tajemniczych okolicznościach ginęli peerelowscy dygnitarze (Piotr Jaroszewicz),  szefowie kontrwywiadu  PRL (Jerzy Fonkowicz, Andrzej Stuglik) czy  Marek Karp, założyciel Ośrodka Studiów Wschodnich, mający wiedzę  na temat afery Orlenu. Podobny los spotkał Tadeusza Kowalczyka, inicjatora powstania Komisji Rokity czy szefa NIK Waleriana Pańki i inspektora NIK Michała Falzmanna.

Do dziś nie wyjaśniono także tragicznej śmierci Adama Kapicy, podpułkownika rezerwy i wykładowcy WAT,  którego nazwisko figuruje w Aneksie nr 16 do raportu Macierewicza dotyczącego WSI, jako „zidentyfikowana osoba współpracująca niejawnie  z żołnierzami WSI w zakresie działań wykraczających poza sprawy obronności państwa i bezpieczeństwa Sił Zbrojnych RP". Kapica zginął przez powieszenie w październiku 2007 roku.

Adam Kapica był w latach 1998-2001 wiceprezesem Zakładu Ubezpieczeń Społecznych odpowiedzialnym za informatyzację ZUS. Jaka była jego rzeczywista rola w ZUS nigdy się nie dowiemy podobnie jak I.Sekuły, prezesa ZUS w latach 80., który był od 1969 roku tajnym współpracownikiem służb wojskowych - AWO (Agenturalnego Wywiadu Operacyjnego), tajnej struktury Zarządu II Sztabu generalnego WP.

Zakład Ubezpieczeń Społecznych, podobnie jak wiele innych firm  (PZU - major Z. Montkiewicz, komandor K.Głowacki)   był zamrażarką  ludzi z PRL,  realizacją  „pakietu ochronnego", jak mówił Jaruzelski i smacznym  kąskiem dla wielu osób, które współpracowały ze służbami specjalnymi.

Adam Kapica powołany na wiceszefa ZUS  za czasów prezesa Stanisława Alota, odwołanego w 1999 r. - podpisał aneks do umowy ZUS z firmą  Prokom na komputeryzację ZUS. Samą umowę, wartości ok. 750 mln zł, zawarła w październiku 1997 r. Anna Bańkowska z SLD, ówczesna prezes.  ZUS-owskie konta komputerowe utworzono w styczniu 1999 r., jednak dopiero od 2003 r. składki wpływają regularnie na konta ubezpieczonych.. W 2001 ówczesny prezes ZUS Lesław Gajek zarzucił Kapicy m.in. "prowadzenie wdrożenia na zasadzie pospolitego ruszenia". W marcu 2001 r. Rada Nadzorcza ZUS, na wniosek Gajka, odwołała Kapicę.

Kapica miał - razem z Alotem i Ewą Lewicką - zarzut niedopełnienia obowiązków i przekroczenia uprawnień w śledztwie co do komputeryzacji ZUS. Nie objął go jednak akt oskarżenia w tej sprawie. Alot i Lewicka zostali uniewinnieni z tych zarzutów przez sąd. Groziło im do 3 lat więzienia; nie przyznawali się do zarzuconych im czynów.

Kontrakt na komputeryzację ZUS , który podpisano jeszcze przed uchwaleniem ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych,  wygasa w tym roku. Przez 13 lat podatnicy zapłacili za niego 3 mld zł!

Nie umieszczono w nim dokładnych zobowiązań wykonawcy, terminów oraz sankcji wobec niewykonania zadań, natomiast znalazł się zapis, że za zerwanie umowy ZUS płaciłby bardzo wysokie kary. Sytuacja stała się patowa, szkoda że nie pisze o niej rzecznik ZUS, ponieważ

systemem informatycznym w ZUS administrują pracownicy Asseco  (dawny Prokom -R.Krauzego), a informatycy ZUS nie znają kodów dostępu do systemy KSI, które należą do Asseco i zdeponowane są w banku PKO BP.

- Gdybyśmy mieli kody źródłowe, potrzebowalibyśmy co najmniej roku, by nauczyć się KSI. Jeśli weźmiemy do tego możliwe zmiany prawne w systemie emerytalnym, to proces ten może się jeszcze bardziej przedłużyć - twierdzi przedstawiciel jednej z dużych firm informatycznych. To oznacza, że jeśli ZUS oddałby opiekę nad systemem innej niż Asseco firmie, to ta potrzebowałaby około roku, by faktycznie zacząć pracę. Przez ten czas nad systemem nie panowałby nikt.
Co na to wszystko ZUS?

- O tym, czy będziemy przedłużać współpracę z Asseco, zdecyduje audyt. Przeprowadzi go w ciągu kilku tygodni firma doradcza, którą właśnie wybieramy w przetargu - twierdzi Dariusz Śpiewak, wiceprezes ZUS odpowiedzialny za informatyzację, który zastąpił na jesieni 2009 roku Piotra Starzyka, który zataił istotne informacje o kontrakcie z Asseco (Prokomem).

 

Anna Bańkowska jest posłanką z listy LiD-u, Ewa Lewicka - prezesem Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych, Stanisław Alot najpierw zaginął, później odnalazł się szpitalu po wypadku, a Adam Kapica się powiesił.

Za reformę ubezpieczeń społecznych za rządów AWS zapłacimy my wszyscy,  klienci ZUS, obecni i przyszli emeryci, z czego wniosek, że odpowiedzialność zbiorowa nadal triumfuje. Co na to przeciwnicy ustawy dezubekizacyjnej, którzy zarzucali stosowanie w niej odpowiedzialności zbiorowej?

Decydenci nie zostali rozliczeni, choć niektórzy rozliczyli się sami.

 

komentarze (0) | dodaj komentarz

Prezydent J.K.Bielecki

sobota, 30 stycznia 2010 19:27

 

Nieoficjalne źródła podają, że Donald Tusk rozpoczął już rekonstrukcję swego gabinetu. Trudno mi spekulować czy to skutek mojej wczorajszej notki, czy wyciągnięcia wniosków, że premier został znokautowany przez swych przyjaciół z podwórka, grzebiąc nadzieje na „zaszczyt, żyrandol, pałac i weto". Przetrzepywanie, zwane porządkami, rozpoczął od gabinetu ministra spraw zagranicznych, którego szefem ma zostać Jan Krzysztof Bielecki; Radosław Sikorski ma zastąpić B.Klicha, którego przyszłość polityczna na razie pozostaje nieznana.Uważni obserwatorzy naszej sceny politycznej ostatniego XX-lecia zapewne wiedzą, że działania najbardziej nawet nieudolnych rządów cechuje naturalna prawidłowość, określana jako związek przyczynowo- skutkowy. Postaram się więc wywieść ten wniosek, burząc dziennikarskie spekulacje dotyczące kandydatur zarówno marszałka B. Komorowskiego jak i R. Sikorskiego.  

Kandydatura J.K.Bieleckiego stała się oczywista, gdy ten, 24 listopada 2009 roku złożył rezygnację ze stanowiska prezesa Zarządu Banku Pekao SA, czym otworzył sobie naturalną drogę do polityki. Ta nagła i nieoczekiwana rezygnacja nie była komentowana ani przez władze spółki, ani samego Bieleckiego. Stało się oczywiste, że dla Bieleckiego szykowany jest fotel premiera (po ewentualnej wygranej Donalda Tuska w wyborach prezydenckich) lub stanowisko w Radzie Polityki Pieniężnej. Po odejściu z Pekao SA Donald Tusk zaproponował Bieleckiemu dwa stanowiska:  został  on członkiem Rady Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, która doradza ministrowi spraw zagranicznych. Podobno ma być również członkiem Rady Polityki Pieniężnej, w której będzie pełnił rolę lidera większości koalicji PO-PSL. Decyzja Tuska o wycofaniu się z wyścigu o fotel prezydenta, pośrednio związana z aferę hazardową, była zapewne skonsultowana z Bieleckim, by otworzyć mu drogę do Pałacu Prezydenckiego.

Wkrótce więc poznamy oficjalnego kandydata PO na prezydenta. Będzie to już minister spraw zagranicznych, przyjaciel Tuska z KL-D i sopockiego podwórka, b.minister ds. integracji europejskiej i pomocy zagranicznej w rządzie Suchockiej i przedstawiciel Polski w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju, zwany też przez niektórych ojcem polskiej kontrabandy. Zapewne więc, wg UE, lepszy kandydat od D.Tuska, którego ostatnia decyzja o rezygnacji, została w Niemczech przyjęta z zadowoleniem.

Warto także znać prawdziwa przyczynę rezygnacji J.K.Bieleckiego z funkcji, która przynosiła mu 4,5 mln zł rocznie. Choć przedstawiany w mediach jako wybitny praktyk ekonomii i bankowości, to jego rządom w Pekao SA towarzyszyło wiele kontrowersji. 5 czerwca 2009 r. Jerzy Bielewicz, wspierany w walce z zarządem Pekao m.in. przez Michela Marbota (mniejszościowy udziałowiec Pekao SA i były właściciel Malmy, znanej firmy produkującej makarony), złożył pozew przeciw absolutorium dla Jana Krzysztofa Bieleckiego i innych członków zarządu banku. Podważył również prawidłowość i uczciwość sprawozdań finansowych za rok 2008, a także kilku innych uchwał Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Pekao SA.  

- Sprawozdania finansowe nie oddają rzeczywistej sytuacji bilansowej banku, bo nie wzięto pod uwagę tzw. Projektu Chopin, który utajniono przed rynkami finansowymi, nie ujawniono strat banku wynikających z błędnych wycen, na podstawie których dokonano fuzji z BPH, nie podjęto rezerw na utratę wartości inwestycji na Ukrainie, ukryto rzeczywiste korzyści zarządu- wylicza Bielewicz.  

Jego zdaniem, szczególnie kompromitująca Bieleckiego jest sprawa tajnego Projektu Chopin. O co w nim chodzi? 

  - Włoski właściciel Pekao SA, UniCredit, zmusił swoje oddziały w Europie Centralnej do podpisania niekorzystnych kontraktów z Pirelli Real Estate SpA. W Polsce Pirelli kupił spółkę deweloperską Pekao SA za 20 mln euro. Według naszej wyceny, Pekao Development oddano poniżej ceny rynkowej ze stratą dla Pekao SA sięgającą co najmniej 1,5 mld zł. Za taką tezą przemawia transakcja sprzedaży 5 projektów z Pirelli Pekao Real Estate (następca prawny Pekao Development) spółce Nowe Ogrody za 240 mln zł (4 razy więcej niż kwota nabycia Pekao Development pół roku wcześniej). Następnie Pekao i Pirelli podpisały umowę, w której Pekao bez żadnej kompensacji finansowej oddała za darmo prawo wyłączności do swoich nieruchomości i do nieruchomości klientów banku, które są zabezpieczeniem ich kredytów. Umowa została podpisana na 25 lat. Prezes Bielecki oddał więc w praktyce 20 proc. rynku nieruchomości w Polsce Włochom- opowiada „GP" szef Stowarzyszenia „Przejrzysty Rynek".  

Bielecki nie wyjaśnił też nigdy kwestii wypłaty przez Pekao SA dywidendy za rok 2007. W kwietniu 2008 r. przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego Stanisław Kluza zaapelował do banków, by - ze względu na trwający kryzys - ograniczyły wartość sum wypłacanych akcjonariuszom. Bielecki i członkowie zarządu Pekao SA nie przejęli się jednak słowami szefa KNF i opowiedzieli się za dywidendą przekraczającą zysk netto banku za rok 2007.   „Pekao wykazało za 2007 r. 2 mld zł jednostkowego zysku. Akcjonariusze otrzymali 2,5 mld zł. »Nadwyżka« pochodziła faktycznie z zysku Banku BPH, którego większa część została przyłączona do Pekao w końcu listopada ubiegłego roku, ale formalnie: z kapitałów rezerwowych"- pisał wówczas „Parkiet".
Po wypłacie korzystnej dla Włochów dywidendy akcje polskiego Pekao SA spadły w ciągu paru miesięcy aż o 22 proc.   Co ciekawe - o tej i o innych niejasnościach wokół bankowej działalności Bieleckiego nie informowały jednak szerzej żadne media, z wyjątkiem „Gazety Polskiej", „Naszego Dziennika" i „Gazety Bankowej". Przyczyną takiej powściągliwości może być zarówno fakt bardzo silnych powiązań politycznych Bieleckiego (politycy PO mówią o nim jako o przyjacielu i „nauczycielu" Tuska), jak i sprytna polityka kredytowa Pekao SA. Bank ten udzielił bowiem ogromnych pożyczek wielkim koncernom medialnym, m.in. ITI (ok. 200 mln zł) i Agorze (jeszcze w 2008 r. spółka wydająca „Gazetę Wyborczą" miała w Pekao SA linię kredytową wartości 800 mln zł, z czego wykorzystała 140 mln zł). Warto więc zadać pytanie, czy w czasie ogólnoświatowego kryzysu, szczególnie dotkliwego dla branży medialnej, spółki te - poprzez upublicznienie poważnych zarzutów udziałowców wobec Bieleckiego - mogłyby pozwolić sobie na jakiekolwiek problemy z kredytami?   Również w latach 90. Jan Krzysztof Bielecki także nie miał kłopotów z nadmiernie dociekliwymi dziennikarzami. Jego wyjątkowo zuchwała promocja niemieckiej firmy Muller Milch (w koszulkach z logo tej spółki premier i jego ministrowie grali w szeroko wówczas komentowanym meczu piłkarskim) i liczne afery prywatyzacyjne obchodziły wówczas większość dziennikarzy jeszcze mniej niż obecne wpadki Donalda Tuska. Od 3 lat akcjonariusze Pekao nie mogą doprosić się wyjaśnień dlaczego Bielecki złożył swój podpis pod niekorzystną dla banku umową z włoskim deweloperem Pirelli. 25 letnia umowa oddaje Pirelli prawa do nieruchomości klientów banku stanowiących zabezpieczenie ich kredytów.   W pozwie  przeciw absolutorium dla prezesa zarządu i innych członków zarządu Pekao SA,  padają następujące zarzuty:  


SPRAWOZDANIE FINANSOWE NIE ODDAJĄ RZECZYWISTEJ SYTUACJI BILANSOWEJ BANKU, BO:

  • Nie wzięto pod uwagę tzw. Projektu Chopin, który utajniono przed rynkami finansowymi.
  • Nie ujawniono strat Banku wynikających z błędnych wycen, na podstawie których dokonano fuzji z BPH.
  • Brak rezerw na bezprawną (bez zgody KNF) wypłatę nadmiernej dywidendy w 2008.
  • Nie podjęto rezerw na utratę wartości inwestycji na Ukrainie.
  • Ukryto rzeczywiste korzyści zarządu.
  • Niewłaściwie wyceniono instrumenty finansowe i pochodne.
  • Niezgodnie ze stanem faktycznym amortyzowano aktywa składające się na system informatyczny.
  • Zaniechano egzekucji zobowiązań wobec Stoczni Szczecińskiej - zarząd ukrywa, że naraził Stocznie na 100 milionów strat w wyniku sprzedaży asymetrycznych opcji walutowych.
  • Brak rezerw na zobowiązania firmy deweloperskiej GTC.
  • Działania na niekorzyść Banku poprzez inwestycję Xelion.
  • Brak adekwatnych rezerw na spółkę Metropolis.
  • Brak właściwego wyliczenia marży za usługi wykonywane przez Pekao na rzecz Grupy Unicredit w tym na rzecz Centrum Rozliczeniowego w Szczecinie.

UKRYTO RZECZYWISTE KORZYŚCI ZARZĄDU.  

W Sprawozdanie z działalności Banku za 2008r., Zarząd Pekao przedstawia w punkcie 9 (Pozostały informacje) tabelę wartości wynagrodzeń, nagród lub korzyści („w pieniądzu, naturze lub jakiekolwiek formie") wypłaconych lub należnych poszczególnym Członkom Zarządu Banku w 2008 r. Analogiczna tabela przedstawiona jest w sprawozdaniach za rok 2007. Wszystko wskazuje na to, że tabele te nie zawierają pełnej informacji i podane dane są niestety zaniżone i nierzetelne.

  • Podane dane z dwóch lat pozbawione są ciągłości i logiki. Według sprawozdań na rok 2007, Jan Krzysztof Bielecki otrzymuje wynagrodzenia i bonusy - wypłacone lub należne - w kwocie 1.417.000 zł. Jednak w sprawozdaniu za rok 2008 podano, że 1.700.000 zł. stanowią bonusy zapłacone w 2008r za rok 2007. Jakim cudem 1.700.000 zł. jest częścią kwoty 1.417.000 zł.? Sprzeczność matematyczna jest oczywista. Podobny brak logiki i wiarygodności budzą dane dotyczące innych członków zarządu w 2008 roku oraz latach poprzednich.
  • Pan Jan Krzysztof Bielecki przyznał, że w ciągu 2008 roku, właśnie kiedy wybuchł kryzys finansowy sprzedał posiadane przez niego akcje Banku. W trakcie ZWZ, Prezes obłudnie podał jako pretekst potrzebę spłacenia kredytu udzielonego jemu przez Pekao SA na zakup tych akcji. Bez wątpienia, fakt udzielenia przez Bank kredytu Prezesowi stanowi korzyść materialną. Sprawozdanie nie przedstawiają w ogóle indywidualnego wykazu opcji menedżerskich wraz z terminami ich wypłat oraz udzielonych Członkom Zarządu kredytów. Podano jedynie salda początkowe i końcowe posiadanych akcji Banku, ale to tylko szczyt góry lodowej pozbawiony informacji o zdarzeniach w ciągu okresu rozrachunkowego.
  • Dodatkowo zatajono wysokość wynagrodzenia prezesa Banku, Pana Jana Krzysztofa Bieleckiego jakie pobiera za zasiadanie w Radzie Dyrektorów Banku Unicredit. Tak, oto prezes Pekao najprawdopodobniej zarządzą Pekao będąc w finansowo uzależniony bezpośrednio od spółki dominującej Unicredit. Te domniemane okoliczności powinny wzbudzić zainteresowanie audytora banku, KNF, NBP i UOKiK.
  • Brak osobowych wykazów kosztów reprezentacji oraz wyników kontroli tych kosztów przez Radę Nadzorczą. Osobowe koszty członków zarządu winny być upublicznione i ściśle kontrolowane wg standardów banków europejskich oraz wzorem standardów Parlamentu Wielkiej Brytanii i UE.
  • Zastrzeżenia budzi fakt, że według zamieszczonej informacji włoscy członkowie zarządu Pekao SA wystawieni są na oczywisty konflikt interesów. Bank przyznaje wprost, że ich wynagrodzenia, bonusy i inne korzyści materialne pokrywane są bezpośrednio przez Bank Unicredit i dopiero na życzenie Unicredit refundowane przez Pekao. Z tej okoliczności wynika fakt, że taki system wynagradzania premiuje dbałość o interes spółki dominującej ponad interesem Banku Pekao SA.
  • Na dodatek, system refakturowania włoskich członków Zarządu generuje dodatkowe koszty, w tym VAT, ZUS i inne świadczenia obowiązkowe pokrywane przez Pekao SA, co powoduje, że system ten jest o wiele droższy dla Pekao SA niż bezpośrednie zatrudnienie w Polsce, a nieetycznym jest, iż UniCredit nie zwraca różnicy.

Nagranie dokonane w trakcie ZWZ Pekao zdaje się być koronnym dowodem w świetle zebranych przedtem materiałów. Po zapoznaniu się z nagraniem, aż trudno uwierzyć, że prezes wiodącego banku w Polsce nie rozumie znaczenia i wartości prawa wyłączności i pierwokupu jakie oddał Pirelli na hipoteki klientów banku, czy też nie rozróżnia pojęcia zysków księgowych od przepływów finansowych i potrzeb gotówkowych banku. Jego wypowiedzi zdają się potwierdzać taką tezę! Sądzimy jednak, że prezes Bielecki jest w pełni świadomy nadużyć jakie popełniono na szkodę banku i stara się za wszelką cenę uciec od odpowiedzialności nawet kosztem osobistej kompromitacji. Wierzymy, że KNF, NBP, Skarb Państwa jak i sądy pochylą się nad tym nagraniem, innymi dowodami oraz ekspertyzami przedstawionymi w sądach i doprowadzą do rozstrzygnięć zgodnych z interesem Banku Pekao SA, racją stanu i poczuciem sprawiedliwości.  http://www.unicreditshareholders.com/zwz_pekao_sa   


  Wyrok zapadł 28 stycznia 2010 r.  

Zarząd Banku Polska Kasa Opieki S.A. ("Bank") informuje, iż wyrokiem z dnia 28 stycznia 2010 roku Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił w całości powództwo akcjonariusza banku o uchylenie uchwał Walnego Zgromadzenia Banku z dnia 23 kwietnia 2008 roku w sprawie zatwierdzenia sprawozdań finansowych Banku i Grupy kapitałowej Pekao S.A. za rok 2007, zatwierdzenia sprawozdania z działalności Rady Nadzorczej Banku w roku 2007 oraz udzielenia absolutorium obecnym członkom Zarządu i Rady Nadzorczej Banku za rok 2007. Jednocześnie Sąd zasądził na rzecz Banku od powoda kwotę 8.640 zł tytułem kosztów zastępstwa procesowego oraz w związku z cofnięciem zwolnienia od kosztów sądowych zobowiązał powoda do zapłaty na rzecz Sądu kwoty 48.000 zł tytułem nieuiszczonej opłaty sądowej.
Przedmiotowy wyrok jest nieprawomocny.  

I pewnie do wyborów prezydenckich może się tylko uprawomocnić.  

komentarze (0) | dodaj komentarz

Konsolidacja finansów i majtki Dody

sobota, 30 stycznia 2010 19:23

 

Niemiecka prasa chwali wczorajszą decyzję premiera Tuska, która, jak pisze Der Spiegel - „może w dłuższej perspektywie okazać się mądrym posunięciem" oraz  określa premiera jakouprzejmego i skromnego intelektualistę, ale także osobę, która strategicznie rozważa każdy krok. Podobnie Frankfurter Allgemeine Zeitung:  "Tak czy owak kancelaria premiera pozostaje bardziej atrakcyjną siedzibą dla polityka silnej ręki, takiego jak Tusk".

Dzięki tym komplementom premier uwierzył, że wystarczy nie być Kaczyńskim, by móc dalej trwać i cieszyć się też uznaniem  Lecha Wałęsy, który  podejmuje niemiecki ton pisząc,że niezależnie od finału wczorajszej decyzji premiera Tuska, należy mu się szacunek. To decyzja mądra i dojrzała. Trzeba czasem zrobić pół kroku w tył, żeby później zrobić trzy do przodu. Warto takie ryzyko podjąć, stawka jest duża. Większa niż tylko prezydentura" oraz dodaje:  „Dojrzałość decyzji premiera polega na dalekowzroczności i postawieniu spraw ważnych dla Polski, reform, a nawet spraw rządu i partii nad własne marzenia i ambicje".

Zapomniał jednak Wałęsa, że dalekowzroczność premiera nie zdołała objąć swym zasięgiem cmentarza, a nawet własnego rządu i własnego gabinetu, który cokolwiek przecieka. Do ogólnych pochwal dołączają też celebryci. Jerzy Fedorowicz, na swoim blogu napisał: Dzięki, Panie Premierze za decyzję! Spodziewałem się jej, ale co fakt, to fakt. Wpisuję Cię więc na moją listę polskich mężów stanu". Wpisanie przez brata satyryka na listę mężów stanu, jest wielką nobilitacją. Za chwilę Paweł Kukiz skomponuje hymn pochwalny, Edyta Górniak zadedykuje mu swoje zdjęcie z gołymi cyckami, senator Piesiewicz napisze jedenastą część Dekalogu: „Nie kandyduj", a Doda ofiaruje mu swoje majtki inaugurując w kancelarii premiera wystawę zdjęć pt. „Twarze  niedoszłych prezydentów".

Mimo wielu spontanicznie napływających pochwał oraz sondaży, w których Polacy popierają decyzję Tuska, choć może z zupełnie innego powodu, sam premier na szczęśliwego nie wygląda.
Na dzisiejszym spotkaniu w auli Politechniki Warszawskiej, gdzie, wraz z ministrem finansów J.Rostowskim oraz ministrem M.Bonim, ogłosił plan konsolidacji i naprawy finansów publicznych, wyglądał na zmęczonego.

Żal mi premiera. Przez ostatnie dwa lata bardzo schudł i postarzał się. Rzadziej się uśmiecha, a jeśli już, to ze ściśniętymi zębami. Brak mu radości życia, dawnej pewności siebie, a wrodzony luz zastąpił spontanicznością kontrolowaną.  I bardzo się temu nie dziwię. Jako człowiek wykształcony, ma pewnie świadomość, że ogłoszony dzisiaj plan, bez żadnych konsultacji ani nawet wiedzy koalicjanta, jest zabiegiem czysto propagandowym;  po dwóch latach rządzenia jedynie zapowiedzią tego, co rząd zamierza zrobić w bliżej nieokreślonej przyszłości.  „Chcemy, będziemy, zakładamy" - to najczęściej używane czasowniki. „Będziemy robić wszystko, będą założenia, ustawy - przekonywał premier doskonale wiedząc, że działaniamające na celu ograniczenie rosnącego zadłużenia, zmniejszenie deficytu czy hasło reguły wydatkowej - są jak stara, zgrana  płyta.

 W rzeczywistości o żadnych reformach nie było mowy, pozostają prawa nabyte służb mundurowych, zostaje KRUS, a termin wstąpienia do strefy euro nieznany, co jest akurat zasługą i jedynym uzasadnieniem zieleni na mapie Polski - umożliwiającym wzrost eksportu. Żal mi premiera, który jest zbyt wrażliwy jak na polityka, szczególnie dotkliwie znosi porażki, jest zbyt pobłażliwy dla członków partii i rządu. Z wielką pomocą swych „przyjaciół" przegrał dwa lata rządzenia, pogrzebał plany i marzenia o prezydenturze. A przecież jego 10 punktów programu było do realizowania i nie potrzebny był żaden cud, tylko minimum psychologii przy konstruowaniu rządu, znajomości ludzi, ich przeszłości, kompetencji i wizji. Tego wszystkiego zabrakło,  rząd okazał się najmniej sprawnym rządem po 89 roku, a ministrowie niekompetentni i uwikłani w afery, podobnie jak koalicyjni ministrowie: Waldemar Pawlak - biznesmen zaczynający do spółki nomenklaturowej Agrotechnika, protektor króla żelatyny i obrońca Mazura, o którym jeden z posłów mówi: „Typowy arbuz - z wierzchu zielony, w środku czerwony",   minister Sawicki ze spółką Sawimed , złotym interesem swej żony, czy  Jolanta Fedak, niespełniona prezydent Zielonej Góry, ogłaszająca plan zmian w systemie emerytalnym bez konsultacji z premierem, autorka niewybrednego języka konwersacji. Taki skład rządu nie miał szans na sukces, wygenerował afery, obniżył poziom debaty publicznej i kultury parlamentarnej, dokonał barbarzyństwa na moralności, dobrych obyczajach i języku dyskusji.

To premier Tusk został oszukany przez swoich kolegów. Jedyną dla niego szansą politycznego istnienia jest przetrzepanie gabinetów w ramach gruntownych porządków i wyrzucenie na bruk własnych i koalicyjnych ministrów. Dwa lata udowodniły, że w takim składzie żadne działania nie są możliwe. A słupki sondażowe z bitej piany nietrwałe.    

 

komentarze (0) | dodaj komentarz

Tekst sponsorowany przez litery: k, p, ch

poniedziałek, 25 stycznia 2010 19:16
   

 

Ku uciesze niektórych wyborców, dla których logiczne myślenie i kojarzenie faktów, z tak przecież nieodległej przeszłości oraz teraźniejszości,  jest rzeczą przekraczającą  możliwości ich dyplomów, doczekaliśmy się szczęśliwych czasów, w których poranny dzwonek do drzwi  jest  tylko zapowiedzią akwizytora lub innego chwilowo bezrobotnego, który wziął sprawę w swoje ręce i zaczął  kwestować na siebie,  przekonany  słowami Balcerowicza, że bezrobotni nie powinni mieć zasiłków.


Myślenie Polaków, które zmieniło się przez ostatnie dwa lata, wypływa z przekonania, że żyjemy dziś w kraju demokratycznym, cywilizowanym i otwartym, bardziej dla zachodu niż na zachód, ufni w jedyną słuszną linię i w przepowiednie rządowych szamanów tak bardzo,  że zatraciliśmy resztki instynktu samozachowawczego. To „zatraciliśmy",  semantyczny skrót  sugerujący, że ten instynkt  istniał, nie dotyczy może 30%.  Reszta dzieli się  po równo. Są to młodzi, niepamiętający i niewyedukowani dostatecznie z historii peerelu oraz pozostałe 30%,  tzw. odpady popeerelowskiej rzeczywistości, stara wiara najtwardszego betonu, z marzeniami o czasach  młodości, owych „snach o potędze", które po 90.r , zgodnie z okrągłostołową umową,  snami być nie muszą  i nie są.


Już w 1992 Tusk bronił SB i ich współpracowników przed dekomunizacją i lustracją i to oni dzisiaj, przefarbowani na liberałów, tworzą nietykalną szarą strefę,  rewanżując się poparciem korzystnej dla nich linii partii, której miłości doświadczają na co dzień. 
 Symbioza z komuną, służbami, oficerami prowadzącymi i zależnymi od nich mediami opłaca się każdej stronie.  Dlatego Platforma Obywatelska, ze swoim nieodłącznym  cieniem  agentury, usankcjonowała stary, mafijny, peerelowski układ,  a współpracownicy SB zostali wybrani do europejskich salonów i funkcjonują w rządzie.  


Dojście do władzy, jak mówił Komorowski „sojuszu sił normalnych i umiarkowanych", nie przyniosło spokoju i ukojenia, choć wywołało radość w rosyjskich mediach, że  obrzydliwych Kaczyńskich zastąpił sprzyjający Rosji Tusk. Dziś można dodać: i Pawlak, który biedniejąc z kadencji na kadencję, odnalazł się w publicystyce. Podobnie jak poseł-bloger  Palikot, twórca projektu „Przyjazne państwo" , będącego  furtką dla lobbystów do przepychania wygodnych dla nich projektów ( ustawa A.Falińskiego - współtwórcy sieci Lewiatan). Tak to Polska Tuska, w imię walki z PiSem, połączona sojuszem sił, które obawiają się CBA, lustracji i prawdy akt IPN,  która, jak mówił „Będzie domem wszystkich Polaków" okazała się Polską dla wybranych, Polską niekompetencji rządzących, chamstwa,  wyzwisk, bezkarności i bezprawia usankcjonowanego  przez sądy. 

 Ta nienormalna normalność to powrót służb specjalnych szkolonych przez sowieckie GRU (awans J.Bojarskiego i płk  A.Bednarskiego -  ludzi z dawnej agentury, mimo negatywnej weryfikacji),  którzy opanowali wiele przedsiębiorstw i najważniejsze struktury finansowe, powrót panów od śrubek w samochodzie, zadzierżgnięć i zatorów płucnych  oraz biznesowych przyjaciół i nieformalnych lobbystów, hojnych w rewanżu za ogromny majątek, skupionych wokół najtwardszego jądra elektoratu PO - niewinnie siedzących w więzieniach, zapędzonych przez nieludzkiego Ziobrę. W takiej Polsce spokojnie mogą działać w KSOIN podejrzani o handel bronią z mafią z państw nadbałtyckich i arabskim terrorystą dwaj byli szefowie WSI: Konstanty Malejczyk i Kazimierz Głowacki - których proces odwlekany od dziewięciu lat oraz celowo utajniany przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie, choć wszystko co wiadome, opisała już prasa, skończy się zapewne przedawnieniem.

Zwycięzcy biorą wszystko;  prócz banków i spółek chcą też wpływać na naukę.  Krzysztof .Bondaryk, szef ABW zwrócił się do minister Kudryckiej,  która przynależność do PZPR próbowała okupić  wstąpieniem do Solidarności, o wprowadzenie poprawki do ustawy o instytucjach badawczych, mówiącej o obligatoryjnym zatrudnianiu w nich „funkcjonariuszy służb nadzorowanych przez prezesa rady ministrów", która przeszła mimo protestów opozycji i środowisk naukowych, dając szefowi ABW wybór reprezentanta.

Sprawiedliwa Polska, która powstała  (za wycinkę jednej topoli - wysoka grzywna, całego lasu - bezkarność),  obdarzona została,  wzorem poprzedników, niebywałą skłonnością do  wykańczania  przeciwników: Cimoszewicza - Jarucką, Olechowskiego - Piskorskim, Kaczyńskiego -  portalem internetowym facebook.com, na którym  powstała grupa pod nazwą „Zrobimy wszystko, aby PiS nie wrócił już do władzy! Kampania Społeczna", posługująca się wulgarnym, szyderczym i pełnym nienawiści językiem, niegodnym partii miłości.

Nie milkną w PO okrzyki zachwytu nad wystąpieniem Chlebowskiego przed komisją sejmową (podziękowania dla p. E.Mistewicza za dobra robotę),  który wg G. Schetyny „generalnie się wybronił", a już marszałek Niesiołowski planuje jego powrót, niczym syna marnotrawnego,  na łono partii, „intuicyjnie mówiąc: tak" w RMF FM. Ostrożniejszy jest J. Palikot, który jest na bakier z ustawą o wychowaniu w trzeźwości , a Prokurator Krajowy podpisał już wniosek Komendanta Głównego Policji o uchylenie mu immunitetu. Mówi więc: „Pamiętajmy, że dopiero co byliśmy wszyscy na cmentarzu".

Rehabilitacja tych z cmentarza już nastąpiła,  pozostał tylko biznesmen  Ryszard Sobiesiak,  właściciel firmy  Winterpol. Jakoś nie bardzo wypada rządowym kumplom go bronić, ale od czego są dyżurni dziennikarze.  Witold Gadomski w GW,  oburzony na innych dziennikarzy i szefa CBA bierze w obronę biznesmena z wyrokiem, chwaląc  komfort ośrodka wypoczynkowego Sobiesiaka,  powstałego w rekordowym tempie, szczególnie uwzględniając podgrzewane siedzenia.. Bo - jak pisze - czy można mieć za złe biznesmenowi, w kraju uciążliwych przepisów,  że skrupulatnie i skutecznie zabiega o swoje interesy? Że dopinguje urzędników, stara się zaprzyjaźnić z osobami mającymi wpływ na decyzje? To według Gadomskiego jest nienormalne.  Właśnie ta nienormalna normalność jest powodem sponsoringu tego tekstu literami :k, p, ch.

 

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kanarek - obywatel wolnego kraju

czwartek, 21 stycznia 2010 19:05




"
Towarzyszu Gałczyński! My tego kanarka wygonimy wam z głowy" - gromił poetę Jerzy Putrament za oderwanie od żywotnych interesów socjalistycznego państwa, w którym naczelnym celem był pokój i socjalizm,  wykuwany rękami robotnika i chłopa, w imię propagandowego sojuszu, okraszanego transparentami, śpiewem, muzyką i wszechogarniającą radością z odzyskania "wspólnego domu". Przodowników pracy, uwiecznianych na zdjęciach, karmiono ułudą rządzenia,                            

 

            

              we wspólnej pracy zanikały różnice płci

          

           ale  cep, zamiast w zboże, bił często w łeb - jak przepowiedział hrabia Fredro.


           

 

Radość jednak ogarniała nie tylko klasę robotnicza, ale i „twórców" kultury, a z taśmy ich intelektu schodziły dzieła podstawowej, obowiązującej i jedynie słusznej metody artystycznej. Rozkwit socjalistycznej ojczyzny następował w tempie „murarskich czwórek", złe wiadomości były reglamentowane, nad dozowaniem których czuwały polityczne i medialne organy KC, kreujące, w rytm Kantaty o Bierucie, szczęśliwy, komunistyczny świat równości.  Hołubieni artyści, twórcy „pieśni masowych", odwalający socrealistyczną pańszczyznę, mogli liczyć na przychylność i dostatnie życie. Zaś krytycy Polewoja i Ostrowskiego, niekochani przez władze, pod okiem cenzury, mającej chronić przed demoralizacją,  umierali w biedzie lub musieli opuścić „wolną i sprawiedliwą" ojczyznę.       


Później skończył się komunizm, towarzyszy zastąpili obywatele, tworzący państwo zwane III RP; głównej towarzyszce, dla zmylenia przeciwnika, odprawiono symboliczny pogrzeb, towarzysza Jaruzelskiego uczyniono prezydentem demokratycznego państwa, a sojusz robotniczo-chłopski osiągnął nowy, obywatelski wymiar w postaci prezydenta Wałęsy i premiera Pawlaka. „Opowieść o prawdziwym człowieku" zastąpiono bajkami o prawdziwych liberałach, co to się hartują niczym stal i roszczeniom socjalnym nie kłaniają, budując prawdziwą wolność obywatelską, polityczną i gospodarczą. Układ liberalno-oligarchiczny z powodzeniem zastąpił partyjny centralizm decyzji i profitów, w którym nie każdy mógł dostąpić prawdziwej wolności ekonomicznej, szczególnie  w grabieniu narodowego majątku. „Głupcy wierzą, a oszusty skubią",  wirtualna propaganda sukcesu, za sprawą dziennikarzy, których „jak kominiarza, tak dziennikarza zawód diable trudny: Czyści - a sam brudny", przesłania tragiczną rzeczywistość:  Polski pokolenia JB - jednorękich bandytów, Polski cmentarnej  Sobiesiaków i prokuratorów bawiących się u niego na sylwestra, bezkarnych rządów, drżących bardziej przed mafią niż przed sądami. Z braku ośrodka koordynującego, godnego  KC, uprawę propagandy sukcesu  przejęły  sondażownie i media,  których funkcyjni, podobnie jak za peerelu dziennikarze, samozwańczo okrzyknęli się „inżynierami dusz ludzkich" nowej,  wolnej Polski.    


Jakie jeszcze zagrożenia mogą czyhać na taką Polskę, zawłaszczoną ekonomicznie i mentalnie przez partię rządzącą? Wydaje się, że areszty dziennikarzy, nieprawomyślnych prokuratorów czy zdymisjonowanie szefa CBA wskazują na wielkie możliwości środków przymusu i represji. Pozostały więc tylko internetowe ptaszki - blogerzy, którzy przejmując rolę dziennikarzy w dochodzeniu do prawdy, nie pomagają w utrzymaniu nadszarpniętego aferami wizerunku PO. Hasła Tuska o wolności słowa i powszechności internetu okazały się zabójcze dla samego głoszącego. Wzorem więc Birmy, Iranu, Syrii, Chin i Kuby, gdzie dostęp do internetu jest reglamenowany i kontrolowany przez państwo, opracowano w ekspresowym tempie projekt ustawy, którą przyjął parlament. Pod pozorem delegalizacji e-hazardu i stron o treściach faszystowskich powstał projekt cenzorskiej listy - znany jako Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych, niezgodny z konstytucyjną wolnością słowa. Dziwne, że początkowy zapis o blokadzie stron o treściach faszystowskich wypadł z ustawy. Widać faszyści są mniej groźni od blogerów.  Dlatego, biorąc pod uwagę zbliżające się wybory, należy ustawowo zablokować strony zawierające krytyczne komentarze rządu i premiera.  Czy tak będziemy wyglądać? 

                                               

20 lat po odzyskaniu wolności, ustawowe  wprowadzenie  cenzury prewencyjnej nie śniło się nawet Orwellowi. Nawet ostrzeżenie Putramenta brzmiało jak łagodna pieszczota.

Pozostał jeszcze sejm, senat, prezydent, TK. A  także Polacy,  którzy  nauczyli się od polityków, jak omijać przepisy.                                                                

 

                                                   

                                                                     Uwolnimy kanarka i zdejmiemy mu kaganiec!

 

Zapraszam też do opowieści o twórcach z betonu, czyli jak skompromitowała się stal:

http://www.polis2008.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=545:joanna-siedlecka-kryptonim-liryka&catid=204:dzielnica-krytykow&Itemid=265


 

 

komentarze (0) | dodaj komentarz

wtorek, 9 lutego 2010

480: 2901

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

WITAM NA MOIM BLOGU POLITYCZNYM! Proponuję oryginalne danie: słowa w sosie ostro-gorzkim - produkt ciężko strawny i kaloryczny, okraszony szczyptą humoru i odrobiną ironii.

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 19.09.2009 5:15:58
  • autor: gregory33
  • treść: Pani Magdo gratuluję...

Statystyki

Odwiedziny: 2901